Lubelszczyzna w strefie zagrożenia

Choć zima mogła wydawać się mroźna, niskie opady nie odbudowały naszych zasobów. Styczeń 2026 roku był najsuchszym styczniem w XXI wieku. Szczególnie niepokojąca sytuacja utrzymuje się na Lubelszczyźnie, Mazowszu i w Wielkopolsce, gdzie odnotowuje się tzw. niżówkę hydrogeologiczną – długotrwałe obniżenie poziomu wód podziemnych poniżej stanu ostrzegawczego.
„Z wodnym kredytem jest trochę jak z zadłużaniem budżetu. Gdy wydatki przekraczają dochody, zaczyna nam rosnąć dług. Pojedyncze bardziej mokre miesiące nie zerują go” – tłumaczy ekohydrolog Sebastian Szklarek.
Dlaczego woda ucieka nam z kraju?
Przez dziesięciolecia uczono nas, że wodę należy jak najszybciej odprowadzać z pól i miast. Dziś płacimy za to wysoką cenę:
- Sieć rowów melioracyjnych: Szacowana na 250–320 tys. km sieć rowów, zamiast nawadniać, bez przerwy drenuje grunt i wysusza lasy oraz pola.
- Regulacja rzek: Wyprostowane i wybetonowane koryta działają jak rynny, którymi woda błyskawicznie spływa do Bałtyku, zamiast zasilać gospodarkę.
- Utrata mokradeł: Osuszyliśmy ponad 85% bagien, niszcząc naturalne magazyny zdolne zatrzymywać miliardy metrów sześciennych wody.
- Niska retencja: W sztucznych zbiornikach zatrzymujemy zaledwie około 7% wody opadowej.
Widmo drożyzny i blackoutów
Aż 91% Polek i Polaków uważa, że dostęp do wody to kwestia bezpieczeństwa państwa. Eksperci wskazują na konkretne zagrożenia:
- Rolnictwo i ceny: Susza generuje średnie roczne straty przekraczające 3 mld zł, a w trudnych latach nawet 11 mld zł. 88% obywateli zauważa już wpływ suszy na ceny żywności.
- Energetyka: Elektrownie węglowe potrzebują ogromnych ilości wody do chłodzenia. Przy niskim stanie rzek (np. Wisły) konieczne może być ograniczanie mocy, co grozi przerwami w dostawie prądu.
- Puste krany: Latem ubiegłego roku blisko 150 gmin w Polsce wprowadziło zakazy podlewania ogrodów pod groźbą wysokich kar.
Rozwiązanie: Model „Gąbki”
Ratunkiem dla Polski jest odejście od betonowej hydrotechniki na rzecz naturalnej retencji. Eksperci apelują o odtwarzanie mokradeł, renaturyzację rzek oraz tworzenie tzw. „miast gąbek” z ogrodami deszczowymi i zielonymi dachami.
Jak podkreśla Adrianna Wrona z Instytutu Zrównoważonej Gospodarki, bez skutecznych działań do 2050 roku rolnicy mogą spodziewać się spadków plonów na poziomie nawet 20%, co stanie się ogromnym obciążeniem dla finansów publicznych i każdego z nas.




Komentarze